Dziękujemy Państwu za liczne listy i telefony. Cieszymy się, że dzięki nam niektórzy z Państwa spełniają swoje marzenia pisarskie. W kwietniu zamieszczamy na naszej stronie internetowej oraz na łamch majowego numeru miesiecznika "Za miastem" teksty dwóch zwycięzców, Pani Danuty Żelazko oraz Pana Damiana Wutke! Otrzymują oni od redakcji miesiecznika "Za miastem" zestawy książek.
Dżem
Autor: Danuta Żelazko
1996 koniec lata
Po co tyle słoików z przetworami, kto to będzie jadł. Zawsze marudziłem i kłóciłem się z moją mamą i żoną. Rozumiem te wszystkie śliwy i czereśnie, ale po co tyle dżemu. A one jak zwykle odpowiadały starymi i obitymi przysłowiami „od przybytku głowa nie boli”.
10 lipca 1997
Dzień ciepły i słoneczny jak to w lipcu, ale jakiś inny. Na drodze, która prowadzi do Wisły, ludzie się gromadzą, dyskutują. Ktoś krzyczy, że woda na Wiśle od wału do wału. Nie rewelacja, kwituję tę wiadomość. Nie pierwszy to raz i nie ostatni, ale sprawdzić trzeba. Wały są wysokie na 450 cm. Ojciec je budował w latach 70. i wie o nich wszystko. Jest źle, jest gorzej niż źle. Woda sięga korony wału, jest żółta i spieniona. Skoro żółta to fala idzie z Dunajca.
12:00 10.07.1997. Czwartek
Zaczyna się wyścig z czasem. 3 mężczyzn i 2 kobiety – tyle liczy nasz mały oddział, który musi zabezpieczyć i wywieźć wszystko co się da, a w szczególności zwierzęta.
1:00 11.07. Piątek
Pracujemy już bez przerwy 13 godzin. Ogromne zmęczenie i ból. Najbardziej bolą nogi, ale nie jest jeszcze tragicznie i jest nadzieja, że powódź jeszcze nas ominie.
1:30 11.07. Piątek
Gasną światła ogromna panika i krzyki: powódź!!! A więc nie ominęło nas, nie mieliśmy tym razem szczęścia.
Rano
Wszędzie woda, w której odbijają się promienie słońca. Niby pięknie, a jak tragicznie, jak przerażająco. Matka zawsze kończy dzień słowami: „Psy już jadły?”. Dzisiejszy dzień tak właśnie zaczęła. Owczarki Jacky i Blacky siedzą na balkonie domu. Wyglądają jak 2 złote sfinksy. Nie ma nic do jedzenia. Wszystko zalane i zniszczone. 26 godzin bez snu dają coraz bardziej znać o sobie. Potworne zmęczenie uniemożliwia skupić myśli. Chodzę po domu. Woda sięga mi szyi. W spiżarni górny regał nie jest zalany. To na nim są ustawione jak na musztrę dżemy. Jacky dzisiaj będzie jadł suchy chleb z dżemem. Psy patrzą na mnie smutno, ale wiernie. Znam ich zwyczaje i wiem, że od urodzenia jadają tylko i wyłącznie mięso. W sporadycznych przypadkach mleko z chlebem i jajkiem, ale nigdy dżem. Nie ma zmiłuj się. Dla zachęty pierwszą kromkę zjadam sam. Jacky pierwszy podejmuje próbę i jakoś się przełamuje. Blacky nie chce odstawać i też bierze się do degustacji.
18 lipca 1997
Woda spadła na tyle, że mogę sprowadzić psy na suchy ląd. Ogrom zniszczeń przytłacza, ale czuję się dumny. Wygrałem w jednej dyscyplinie, jaką jest życie. Ani jedno zwierzę nie utopiło się. Wprawdzie psy jadły dżem przez 7 dni, ale teraz są dożywotnio zwolnione z tego przykrego obowiązku. Ja też już nie narzekam, że za dużo przetworów, a w szczególności dżemu.
Moje marzenie
Autor: Damian Wutke
Piękny dom na wsi. Wiem, że to trochę dziwne marzenie dla młodego człowieka. Teraz moi rówieśnicy wyjeżdżają za granicę w poszukiwaniu szczęścia. A szczęście można znaleźć także na polskiej wsi.
Sam mieszkam w pewnej wsi na Pomorzu. Nie jest to wieś piękna, ale ludzie w niej mieszkający dodają jej uroku, jakiego brakuje wielu zagranicznym osadom. Chciałbym w tej wsi spędzić resztę swojego życia. Mieć tu piękny, murowany dom u zwieńczenia pokryty drewnianymi deskami. Dom, w którym rano będę odsłaniał, a wieczorem zasłaniał drewniane, ręcznie malowane okiennice. Dom, w którym w dużej kuchni będę mógł przygotowywać obiady dla mojej rodziny. Gdzie będę mógł oddawać się pasji robienia przetworów na zimę.
Wokół domu posadzę zioła, kwiaty swobodnie rosnące na całej posesji. Za domem chciałbym mieć sad pełen moich ulubionych drzew owocowych: śliw, jabłoni, czereśni i wiśni. Dom z kominkiem w salonie. A salon w kolorze bieli: białe fotele, biała kanapa, białe komody, biały stół i białe okna.
Za salonem moja sypialnia. Urządzona w wiejskim stylu. Łóżko, dwie komody, szafa, nocne stoliki w kolorze litego drewna. A na stoliku codziennie rano świeże kwiaty zerwane na podwórku. W małej łazieneczce urządzonej w stylu pensjonarskim oddawałbym się przyjemności kąpieli.
Pokojem dla mnie najważniejszym jest i będzie gabinet. Urządzony na zaadaptowanym strychu przypomina bardziej bibliotekę. Bo ja bardzo kocham książki. Dookoła regały z równo poustawianymi książkami. Pod oknem stary, wygodny fotel, a obok niego lampa i stolik. W centralnym miejscu secesyjne biurko z mnóstwem rodzinnych zdjęć oraz pamiątek. Przy biurku siedzę na starym drewnianym krześle. Żeby nie było za twarde, położyłem na nim poduszkę. Poszeweczkę na nią zrobiła mi moja kochana babcia. W domu mnóstwo bibelotów, kwiatów, rodzinnych fotografii. Dom pełen miłości, ludzi. Dom tętniący życiem. Dom, w którym nie ma miejsca na nudę. Taki dom jest moim największym marzeniem. Może się kiedyś spełni.
zamiastem@prwsa.pl
Na ten adres należy nadsyłać teksty w formie elektronicznej. Można też pisać na adres: Przedsiębiorstwo Wydawnicze Rzeczpospolita SA, redakcja miesięcznika "Za miastem", Al. Jerozolimskie 107, 02 - 011 Warszawa, z dopiskiem "Napisz do Nas".