Archiwum numerów

zarejestruj się zaloguj się

Wielkie serce Człowieka Roku 2007

  • 2007-11-27

Z Andrzejem Zielonką, zwycięzcą II edycji konkursu: Człowiek Roku 2007 miesięcznika „Za miastem”, rozmawia Monika Frączak.

 

Od 2001 r. działa pan w Stowarzyszeniu „Mamy Wielkie Serca”. Jak od tego czasu zmienił się zakres działania tej organizacji?

Niewiele się zmieniło. Nadal pomagamy niepełnosprawnym. Organizujemy zajęcia i turnusy rehabilitacyjne, wyjazdy na obozy, kolonie i wycieczki (również zagraniczne, np. do Holandii, Szwajacarii). W tym roku wysłaliśmy na wakacje 300 dzieci (w wieku 7–21 lat), a na turnus 100 osób niepełnosprawnych. Pozwalamy im poznawać to, co ich rówieśnicy z dużych miast mają w zasięgu ręki.


Komputer? Internet?

Dokładnie tak! Dlatego w świetlicy środowiskowej można z nich korzystać. Dziecko może się zgłosić z rodzicami do logopedy, pedagoga, psychologa oraz terapeuty. Przed świętami szykujemy prezenty. Jeździmy do kina, teatru, lunaparku. Organizujemy też Ogólnopolski Zlot Drużyn „Nieprzetartego Szlaku”; w tym roku po raz 20. Do Stemplewa przyjeżdża z całej Polski około 500 niepełnosprawnych dzieci i młodzieży. Każde 4 dni to inna myśl przewodnia, np. ekologia, Europa, terenoznawstwo.


Na pewno coś nowego planuje pan na najbliższy rok?

Będziemy dalej brać udział w konkursach. Pochwalę się: w tym roku zwyciężyliśmy w 30 z 45 napisanych wniosków! Pieniądze potrzebne są m.in. na prowadzenie świetlicy, wyjazdy. Kupiliśmy działkę pod lasem w Świnicach Warckich. Powstał projekt „Oaza pod lasem” budynku – siedziby stowarzyszenia, świetlicy środowiskowej i warsztatów terapii zajęciowej. Staramy się o pozwolenie na budowę i jak tylko pozyskamy środki finansowe, ruszamy z robotą.


Może pan liczyć na pomoc państwa i mieszkańców?

Zawsze znajdują się chętni do pomocy. Na tych, co źle nam życzą, nie zwracam uwagi. Szczególnie aktywna jest młodzież. Zastrzeżenia mam tylko do prawa, które nie ułatwia życia organizacjom społecznym. Przepisy są zawiłe, a do tego dochodzą niesympatyczni urzędnicy.


To oznacza, że młodzież jest bardziej chętna do pomocy niż kiedyś?

Odnoszę wrażenie, że młodzi ludzie na wsi są grzeczniejsi od rówieśników z miast. Jednak jedni i drudzy lubią siedzieć przed komputerem, a ja staram się zainteresować ich innym sposobem spędzania wolnego czasu, np. pomaganiem słabszym. Najbardziej aktywnych zabieram w nagrodę na obozy harcerskie.


Dlaczego warto pomagać innym?

Chęć niesienia pomocy wynika z chrześcijańskich korzeni i wychowania. Korzyści czerpie nie tylko osoba potrzebująca, ale i my sami, bo czujemy się potrzebni. Trzeba umieć ofiarować pomoc – to nie może być jałmużna, tylko życzliwość. Jaka to przyjemność widzieć radość niepełnosprawnego, który dostaje upragniony wózek inwalidzki! Uśmiechnięte dziecko wynagradza wszystko.


Czy przynależność do Związku Harcerstwa Polskiego ma wpływ na pańską hierarchię wartości?

Zdecydowanie tak. Harcerzem jestem od szkoły podstawowej, to moje drugie życie. Harcerstwo pozwala odkrywać talenty młodego człowieka, uwierzyć w siebie i – co najważniejsze – akceptować innych ludzi. To szansa rozwoju duchowego, fizycznego i intelektualnego.


Wszystko, co pan robi, wymaga zaangażowania. Nie odbywa się to kosztem rodziny?
Staram się tak organizować czas, aby najbliżsi na tym nie cierpieli, choć nie zawsze się to udaje. Z synami (Przemek 12, Wojtek 9 lat) gram w piłkę, jeżdżę na basen, do kina. Wyjeżdżamy na wakacje i ferie. Chłopcy towarzyszą mi w obozach dla niepełnosprawnych. Są też wolontariuszami Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Jednak to na żonę Agnieszkę spada więcej obowiązków. Jesteśmy razem od 17 lat i zawsze mogę na nią liczyć. Mam wyjątkową małżonkę i supersynów.

 

Andrzej Zielonka

  • Od 15 lat dyrektor Specjalnego Ośrodka Szkoleniowo-Wychowawczego im. J. Tuwima w Stemplewie. Od 6 lat prezes Stowarzyszenia „Mamy Wielkie Serca” (łódzkie).
  • Od 23 lat działa na terenach wiejskich na rzecz rozwoju edukacji.
wstecz do góry