Grzegorz Szymański
Trzynaście lat temu Marek Gawęda po raz pierwszy zobaczył park miniatur
w Rimini we Włoszech. Zachwycił się. Od tego czasu odwiedził już niemal wszystkie podobne miejsca w Europie. Trzy lata temu zdecydował: – Skoro można przyciągać tłumy turystów wszędzie tam, to dlaczego u nas miałoby być inaczej?
I tak podjął się dużego ryzyka inwestycyjnego. – Podzieliłem je na czterech – teraz śmieje się prezes Świata Marzeń. Przedsiębiorca zaraził pomysłem jeszcze trzech kolegów i przystąpili do realizacji.
Na czterech hektarach tuż przy drodze z Krakowa do Wadowic wyrósł cały świat. Nie trzeba mieć 80 dni na podróż dookoła świata. W kilka minut można dotrzeć spod krzywej wieży w Pizie do Wielkiego Muru Chińskiego, po drodze odwiedzając krakowskie Sukiennice. Jednak to tylko kilka z ponad dwudziestu atrakcji, które pan Marek przygotował dla turystów.
– Usiedliśmy we czterech i każdy mówił, co chciałby pokazać w naszym parku. Wybraliśmy najbardziej reprezentacyjne budowle świata. Oczywiście nie mogło zabraknąć rzymskiej Bazyliki św. Piotra. W końcu niedaleko stąd urodził się Jan Paweł II – tłumaczy Gawęda. Plac św. Piotra to jedyne miejsce w parku, którego można dosłownie dotknąć. Resztę ze względu na kruchość i delikatność materiału trzeba oglądać z kilku metrów. Jednak to wystarczająca odległość, żeby zajrzeć w okna George’a Busha w Białym Domu lub dostrzec ze szczegółami zaprzęg konny na Bramie Brandenburskiej.
Oprócz Sfinksa, Coloseum, Akropolu czy olbrzymiej wieży Eifla także najmłodsi znajdą coś dla siebie. Dzieci mogą szaleć na dmuchanych zjeżdżalniach czy elektrycznych samochodzikach. Dodatkową atrakcją dla maluchów jest zielony labirynt. Dziś ma dopiero 120 centymetrów, ale już niebawem sięgnie dwóch metrów. Wyczyny swoich pociech z tarasu obserwują rodzice.
Do ponad dwudziestu atrakcji z całego świata już w przyszłym roku dołączą krajowe miniatury.
– Chcemy pokazać całą Polskę. Przechodząc się po Tatrach, będzie można zobaczyć najważniejsze miejsca w kraju – mówi pan Marek.
Trzy lata zajęły przygotowania.
– To misterna robota, jedna miniatura pochłania nawet 3000 godzin pracy! – podkreśla pomysłodawca.
Nie było też łatwo znaleźć wykonawców. Biorąc pod uwagę dalszą rozbudowę parku, właściciel chce stworzyć specjalną pracownię.
– Przyda się warsztat, tym bardziej że ciągle trzeba będzie konserwować nasze „zabytki”. Turyści na całym świecie mocno je niszczą, nie sądzę, żeby
u nas było inaczej – wyjaśnia.
Chociaż kilkumilionowa inwestycja wiąże się z ryzykiem, Marek Gawęda cieszy się, że mógł ją podjąć.
– Każdy z nas już do czegoś doszedł, a wiadomo, że miło pozostawić po sobie coś więcej niż tylko tablicę na nagrobku... My tylko zaczniemy i mam nadzieję, że w przyszłości kontynuować to będą nasze dzieci, a może nawet i wnuki. Takie parki ciągle się rozrastają, przybywa coraz więcej nowych budowli i pomysłów na ich zaprezentowanie – tłumaczy.
Trudno wymarzyć sobie lepsze miejsce dla miniaturowych budowli. Tysiące turystów podążających do Wadowic śladami papieża Polaka ma szansę otrzeć się o wielki świat. Pierwsi byli ci, którzy wybrali się tam na wycieczkę i po drodze trafili do Inwałdu w długi majowy weekend.